Jedyny kościół mój
Kościół mój jedynie daje pełnię zbawienia. Wszystkie inne sekty wiodą na zatracenie, a w najlepszym razie na ułomne zbawienie. Takie zbawienie w przedpokoju, w poczekalni, gdzieś na schodach prowadzących do raju.
Czy myślicie, że mi z tym łatwo? O, nie! Trudne jest dzieło zbawiania świata. Muzułmanie, żydzi, hinduiści, buddyści, protestanci, prawosławni - tyle się ich namnożyło i każdy myśli, że dostąpi zbawienia (pełni) bez mojego kościoła. Jak trudno im wytłumaczyć, że są w błędzie.
A do tego jeszcze ateiści, którzy w ogóle odrzucają dobrodziejstwo mojego zbawienia, albo mówią, że jakoś to będzie.
Nie wiedzą oni wszyscy, że ogień piekielny spadnie na nieochrzczonych, niebieżmowanych, nieskomunikowanych odstępców.
A przynajmniej ogień czyśćcowy i niepełne zbawienie, takie zbawienie z cierniem wiecznym w wątrobie, albo nerce.
Oj martwię się, martwię... a mimo to muszę się cały czas uśmiechać.

Ja,zeby sie oddac nawet najglebszej refleksji,do kosciola wcale isc nie musze.
Bo pierwsza część brzmi twojej wypowiedzi brzmi cokolwiek dwuznacznie w moich uszach.
PS.:Powodzeniu w łapaniu pełnego kontaktu z Bogiem. Następnym razem może nagraj rozmowę, żeby jakichś niedowiarków przekonać.
Pytanie:czy jeśli wierzę w istnienie Boga, ale nie oddaję mu czci to kim jestem?